# 123
Strasznie sie ucieszyłam kiedy ukazała się książka Shutego Zwał, zwłaszcza że 3/4 tych anegdot biurowych to wyjęte żywcem sytuacje z mojej pracy. A potem mi się smutno zrobiło, bo pomyślałam, że sama równie dobrze mogłam napisać taką epopeję, z racji takiej oczywistej, że zwał to ja codziennie mam, a dział księgowości mógłby się przemianować na Dział Wywoływania Zwałów.
Zwał mój dzisiejszy sponsoruje ponadto literka F jak FRYGO. Moje frygo jest na etapie najgorszym, jeśli chodzi o proces zapuszczania włosów. Wariant A to absurdalny mysi ogon, wariat B - powywijane w każdą stronę świata i okolic pejsy. Oczywiście fakt ten sprawia, że czuję się wyjątkowo atrakcyjna, a moja samoocena osiąga szczyty.
Ale ale, to nie koniec. Dzisiejszy dzień ma drugiego sponsora - jest nim literka S jak SIEROTA. Nie ma to jak wycisnąć sobie pół tuby kremu do rąk na spódnicę, zamiast na dłoń. I nie ma to jak zastanawiać się i węszyć przez 3 dni skąd ten dziwny zapach w sekretariacie? Z początku pojawiający się chwilami, a dzisiaj już wywołujący mdłości, niby zapach miejskiego szaletu. Zastanawiające. Długie śledztwo wykazało, że mądra sekretary czyli ja, po tym jak wszystkie kwiatki omal przez nią nie uschły (jednego nie podlewałam parę miesięcy po myślałam, że to sztuczny), tak do serca sobie wziąwszy biedne żyjątka, zaczęła podlewać je na tyle namiętnie, że dla jednego dzienny przerób wody okazał się za duży i zaczął gnić.
Szkoda, że wietrzenie od samego rana wzmogło tylko smród (jak to możliwe???) i ...chyba teraz śmierdzi szafa, która odrobinkę jakby ...przesiąkła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz